Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy

Po tematyce medycznej Paweł Reszka tym razem bierze na warsztat świat bankierów i doradców finansowych. I podobnie jak w „Małych bogach” tu też jest sporo goryczy i wiele innych złych emocji. Ale warto przeczytać tę książkę, choćby w ramach przestrogi na przyszłość. Przynajmniej dla niektórych, bo dla wielu już jest niestety za późno.

„Bank nie jest po twojej stronie, bank jest po swojej stronie” – to fragment wypowiedzi osoby prowadzącej firmę pośredniczącą w udzielaniu kredytów. Książka obnaża mechanizmy udzielania tychże, jak również rozmaitych innych produktów finansowych, pokazując cyniczne, pazerne i… wręcz przestępcze oblicze wielu pracowników wspomnianych instytucji. I pomyśleć, że dawno, dawno temu bank był instytucją, do której miało się bezgraniczne zaufanie…

Książka składa się z 9 rozdziałów (plus swoistego dodatku pt” Dzieci hossy”), których same tytuły już wiele mówią, oraz słowniczka użytych pojęć z zakresu bankowości. „Presja”, „Sprzedawcy marzeń”, „Chcesz być rekinem?”, „Matnia”- te złowieszcze tytuły dobitnie opisują to, co jeszcze nie tak dawno działo się w środowisku finansistów w całej Polsce. I w zasadzie dzieje nadal, tyle że w dużo mniejszym natężeniu. Bo choć banki odeszły od swej ekspansywnej polityki masowej i nachalnej sprzedaży fatalnie ( z punktu widzenia klientów) skonstruowanych produktów, o przecież ofiary tamtych praktyk nadal są od nich zależne. Niektóre osoby zresztą nigdy nie spłacą zaciągniętych kredytów, bo od samego początku było to niemożliwe. Ale to wiedzieli tylko bankowi sprzedawcy… marzeń? nadziei?

Chciwość… tak, to dobre słowo na to, co działo się w głowach tych ludzi. Większość bankowców bez skrupułów zawierała z umowy umowy fatalne w skutkach dla swych klientów. Liczyły się profity, nic poza tym. Prowizje liczyły się tak bardzo, że sprzedawano je nawet znajomym i członkom rodzin. Chciwość nie znała granic. Choć okazuje się, że i tu chciwość bywa czasem karana; jeśli klient przestaje spłacać kredyt, osoba która go sprzedała momentalnie musi oddać swą prowizję. Banki niczego nie darują…

„Banki musiały zarabiać, od tego w końcu są. Zaczęły się więc plany, łupanie, bicie po głowach, maile motywujące i cały ten syf. Bo mobbing to nie jest to, że ktoś kogoś opierdoli albo złapie za dupę. Mobbing to jest systematyczne niszczenie człowieka, zmuszanie go do tego, żeby robił coś, czego nie ma ochoty robić” – to słowa jednego z najlepszych bankowców, czy raczej speców od naciągania, bo to chyba lepsze określenie. On sam nazywa się inaczej, stosuje określenie „dzieci hossy” i zalicza do nich takich jak on sam. Ów człowiek stopniowo piął się po szczeblach kariery, aż postanowił zmienić swą postawę i odszedł. Jak sam mówi teraz chce być uczciwy wobec swych klientów, tyle że jest już z tym ciężko, bo mało kto mu teraz wierzy. Społeczeństwo nie ma już zaufania do ludzi z tej branży.

Cynizm polegający na sprzedaży nierentownych produktów finansowych (np. tzw. polisolokat) objawiał się nawet fikcyjnymi umowami sprzedaży tych lokat osobom… zmarłym. Jeden z rozmówców autora opisuje jak do tego dochodziło, mimo, że był to czyn karalny. No ale to kwestia zajmowania właściwego stanowiska i przekonania właściwych osób do zatwierdzenia pewnych dokumentów. Pieniądz nie śmierdzi. Zwłaszcza w dużych, naprawdę dużych ilościach.

Autor podaje też przykłady autentycznych maili „motywacyjnych”, jakie menedżerowie kierowali do podwładnych. Niektóre były nawet lekko humorystyczne, inne… – takich nigdy w życiu nie chciałbym dostawać na służbową skrzynkę pocztową. I Wy chyba też. Widać tu grę psychologiczną, ale też zawoalowany pressing, czy jak kto woli szantaż. Bo to nie jest „niebieski ocean”. Ten ocean jest „czerwony”, a rekinów w nim od groma.
Wiele z nich już dopadło swe ofiary. Kwestia tylko czy będą następne.

Książka nie jest ostrzeżeniem ani poradnikiem dla „frankowiczów” i im podobnych, bo na to już o wiele za późno. Można tylko wespół z różnymi ekonomistami i blogerami ubolewać nad brakiem edukacji finansowej w polskich
szkołach. Sytuacje tu opisane są po części tego pokłosiem.

Brak wiedzy nie powinien jednak zwalniać od myślenia. Od chłodnej analizy, przemyślenia spraw dotyczących przecież tak ważnej kwestii jak nasze życiowe oszczędności. Zawsze warto kilka razy przemyśleć ten krok i zasięgnąć informacji w internecie oraz w poświęconej temu literaturze. I w razie wątpliwości odstąpić od tego, co nam bankowcy proponują. Banki nie będą chronić naszych pieniędzy, to musimy zrobić sami. I tego wszystkim życzę.

Paweł Reszka, Chciwość. Jak nas oszukują wielkie firmy, Warszawa 2018