Zew natury. Moja ucieczka na Alaskę

Po co Szkot jedzie na Alaskę? Po to żeby ściąć kilka drzew, ociosać je i postawić dom. A potem żeby nauczyć się kierować psim zaprzęgiem i polować w lesie, bo to się przydaje w czasie samotnego życia w tamtejszej kniei. Straszne? Owszem, no chyba że się jest kimś takim jak Guy Grieve.

Większość z nas ma jakieś marzenia, ale tylko nieliczni je realizują. Potrzeba pewnego impulsu by zacząć coś robić w tym kierunku. Guy Grieve postanowił przeżyć rok na Alasce. Samotnie. Tak po prostu. To miała być próba sprawdzenia się, a zarazem realizacji marzenia. Miał żonę i dwoje dzieci, a mimo to jego plan doszedł do skutku. Choć oczywiście były rozterki, co możemy poznać na początku książki. Mając zgodę żony i obietnicę częściowej pomocy ze strony zaprzyjaźnionej alaskańskiej rodziny Guy rusza na podbój zimnej i groźnej Alaski.

Rodzina Indian udzielała mu wielu rad, pomagając przy wyborze miejsca na budowę domu, wyborze gatunku drzewa, ucząc ciosania i wielu innych przydatnych rzeczy. Grieve nie jest pisarzem, a mimo to pisze znakomicie, jego styl jest naturalny i dzięki temu autentyczny. Mamy wrażenie jakbyśmy razem z nim przeżywali wszystkie przygody, wręcz czujemy pot spływający po całym ciele w trakcie oprawiania ściętych bali i pośpiech by zdążyć postawić chatę zanim nadejdzie sroga alaskańska zima. Razem z nim trzęsiemy się z zimna, gdy po przebudzeniu z drzemki okazuje się, że ogień w piecu zgasł i w ciemnościach trzeba szybko rozpalić go od nowa. Poznajemy trudy sterowania zaprzęgiem, uczymy się nawet tak pozornie banalnej rzeczy jak prawidłowe zbudowanie polowej toalety. Dowiadujemy się wielu ciekawostek z leśnego życia, między innymi tego, że inaczej trzeba reagować wobec ataku grizzly a inaczej wobec baribala. Autor często był obiektem drwin tubylców, ale kilka razy zdobył również ich podziw. Bo swym uporem i sprytem w pełni na to zasłużył.

Książka nie jest podręcznikiem survivalu, choć zawiera sporo informacji o tym jak sobie radzić w trudnych warunkach samotnego życia w tundrze. To interesujący pamiętnik zwykłego zjadacza chleba, który zapragnął czegoś ekstremalnego. Nie namawiam Was do powtórzenia tego co on zrobił, bo jest to naprawdę ryzykowne. Za to gorąco namawiam do przeczytania niniejszej książki. Jedyne ryzyko jest takie, że te 500 stron pochłonie Was na dłuuugie godziny…

Guy Grieve, Zew natury. Moja ucieczka na Alaskę, Poznań : Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010.
ISBN 9788324589470

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *