Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę

Chcieć to móc. Wszelkie ograniczenia siedzą nam w głowie, sami się blokujemy uważając z góry wiele rzeczy za niemożliwe. Tymczasem gdy się chce, można zrobić wiele, i to niewielkim kosztem. Trzeba tylko chcieć i… mieć trochę czasu. W ten sposób można realizować swoje marzenia, na przykład te podróżnicze, czego przykładem jest chłopak z Gdańska o tajemniczym pseudonimie Tony Kososki.

Przemek Śleziak vel Tony Kososki (pseudonim używany przez niego dla łatwiejszej wymowy przez cudzoziemców) to dwudziestodwuletni chłopak, który kończąc studia w Portugalii w ramach programu Erasmus postanowił polecieć do Rio de Janeiro aby jako wolontariusz obsługujący Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej zobaczyć wszystko dokładnie od środka i nieco pozwiedzać. W międzyczasie planował napisać pracę inżynierską. To przecież proste, prawda?

Po uzyskaniu potwierdzenia zakwalifikowania się do wolontariatu załatwia przelot, pakuje się i rusza. W samym Rio przeżywa i rozczarowania, i miłe przygody a po pewnym czasie stwierdza, że może by tak ruszyć dalej… Po skończeniu Mistrzostw Świata rusza w głąb Ameryki Południowej, zabierając nas przez Brazylię i Boliwię do Peru, przy czym jego podróż to wyprawa za grosz, bo najtańszym sposobem – autostopem, zaś noclegi to albo namiot albo gościna u miłych tubylców chętnych na przygarnięcie go pod swój dach.

Zwiedził Machu Picchu, przy czym dotarł tam mniej uczęszczanym szlakiem (szczegółowo opisuje tę trasę na swym blogu), a przy okazji obala mit, jakoby bilet do tego miejsca trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Doświadcza wielu rzeczy, o których dotąd tylko słyszał: próbuje mięsa krokodyla, bierze udział w obrzędzie z udziałem ayahuaski, po wypiciu której ma wizje, wysadza dynamitem ścianę w kopalni w Potosi i robi wiele, wiele innych rzeczy… Których ja mu zazdroszczę… I podziwiam go za upór, odwagę, dyscyplinę (pracę napisał i wysłał mailowo z Limy w terminie!). Często wspomina o marzeniach, z których część spełnia w trakcie podróży. To może nużyć, ale pamiętajmy, że autor nie jest reporterem, lecz pisarskim debiutantem. Poza tym jest w swych opisach naturalny, nie ma w nim nadęcia, jakie można spotkać w niektórych książkach tego typu.

W czasach gdy większość polskiej młodzieży ma problem z komunikatywnym porozumiewaniu się w języku angielskim, Tony, znający biegle trzy języki, stanowi wzór do naśladowania.

Plusy:
lekki, naturalny język
wartka akcja
ciekawe zdjęcia

Minusy:
nieco chaotyczny styl
wtrącane wyrażenia z młodzieżowego slangu
sporadyczne wulgaryzmy
czasem za mało informacji dodatkowych opisujących dane miejsce czy sytuację.

Tony Kososki, Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę, Warszawa : Muza, 2016.
ISBN 978-83-287-0451-0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *