Merhaba. Reportaże z tomu „Zabójca z miasta moreli” i osobisty słownik turecko-polski

Turcja kojarzy się z ofertami biur podróży, ale wystarczy sięgnąć po książkę Szabłowskiego aby zobaczyć inne oblicze tego kraju. A właściwie wiele oblicz. A jeśli przedstawia nam je uznany reporter, pozostaje tylko zapoznać się z tym, co ma nam do przedstawienia.

Książka zawiera zbiór reportaży wydanych uprzednio w 2010 roku jako „Zabójca z miasta moreli”. Tamta pozycja odniosła sukces, a ta z kolei jest jakby jej uzupełnieniem – dodano kolejne teksty oparte na zasadzie słownikowych haseł w języku tureckim, dotyczących różnych aspektów życia w Turcji, szczegółowo omówionych przez autora. To całkiem niezły pomysł, bo tureckie życie jest trochę jak tutejszy język, niby łatwy a w rzeczywistości pogmatwany. Aspekty tutejszego życia poznajemy stopniowo, w tekstach o różnej objętości.

Tytułowy zabójca to Ali Agca, niedoszły zabójca Jana Pawła II. Autor rozmawia z osobami z kręgu zamachowca, zewsząd słysząc, że właściwie to Agca jest ofiarą. Bo on wręcz kochał papieża, a w zamach został wmanewrowany. Przy okazji autor przedstawił historię zamachu i kilka pobocznych faktów.

Tureckich polityków można poznać po… wąsach. Nacjonaliści mają największe, socjaliści noszą nieco krótsze, wyznawcy islamu najmniejsze. Nazywane są migdałowymi wąsami, bo mają podobny kształt.
Wśród Turczynek od kilku lat robią furorę stroje kąpielowe zaprojektowane specjalnie dla nich z uwzględnieniem moralnych i religijnych rygorów. Kobiety, z którymi autor rozmawiał są zachwycone. Jest im w tym niewygodnie ale wreszcie mogą popływać.
Tureckie seriale charakteryzują się tym, że ich bohaterowie mają ostro pod górę. Tego po prostu wymagają widzowie, którym też w życiu lekko nie jest. Jeśli bohaterom nieco się poprawia, oglądalność serialu spada. Ot, tureckie życie.

Okazuje się, że Turcy nie różnią się niczym od arabskich chłopaków w kwestii podrywania turystek czy nabijania turystów obojga płci w butelkę. Są równie romantyczni oraz równie szybko przestają odbierać smsy. Cóż, życie. Turecki podrywacz to çapkin, zaś naciągacz to dolandirıcılar.

Güvenlik oznacza bezpieczeństwo, lecz sam autor ma dylemat jak określić Turcję pod tym względem. W ciągu wielu pobytów w tym kraju tylko raz został okradziony, choć sprawcę szybko ujęto.

Szabłowski poznał kraj dokładnie, przemierzając go autostopem (po turecku otostop), zaglądając w różne jego zakamarki i rozmawiając z osobami, z którymi zwykli turyści nie mają szans się spotkać. Jak twierdzą sami mieszkańcy, Turcja nie jest krajem muzułmańskim, lecz laickim, z dominującą religią muzułmańską.

W erze masowej popularności książek typu bla-bla, miałkich kryminałów i powieści obyczajowych, książkowe reportaże to istny balsam, zaciszna oaza na pustyni kiczu. Z przyjemnością poznawałem specyfikę Turcji, podaną w tak ciekawy sposób. Na pewno jest to kraj wart zwiedzenia. Nie trzeba uczyć się ich trudnego języka, ale warto będąc tam spróbować choć raz zejść z utartej przez turystów ścieżki. Ja kiedyś na pewno tego spróbuję.

Witold Szabłowski, Merhaba. Reportaże z tomu „Zabójca z miasta moreli” i osobisty słownik turecko-polski, Warszawa cop. 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *