Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz

Max Factor to firma znana od wielu lat na całym świecie, ikona stylizacji i kosmetyków pielęgnacyjnych. Słowo „factor” po angielsku znaczy „współczynnik” i zawsze sądziłem, że jej nazwa to coś jakby „maksymalny czynnik” (w domyśle: upiększający). Nigdy bym nie przypuszczał, że geneza nazwy firmy jest zupełnie inna, wręcz banalna.


Niniejsza biografia to dowód na to, że mit „od pucybuta do milionera” niekoniecznie musi być mitem. Trzeba uporu, ciągłej nauki, szacunku do klienta i… odrobiny szczęścia. Ale nie trzeba zaczynać od czyszczenia butów. Można od… układania fryzur.

Urodzony w 1877 roku Maksymilian Faktorowicz to polski Żyd z Łodzi, wtedy jeszcze miasta pod panowaniem carskim. Już w bardzo młodym wieku pracował (tak, wtedy to było możliwe, niekiedy wręcz konieczne) jako pomocnik aptekarza, potem jako dziewięciolatek u najlepszego łódzkiego perukarza i wytwórcy kosmetyków. Potem trafił do słynnego berlińskiego wizażysty, skąd z kolei trafił do Moskwy, gdzie był pracownikiem perukarza Korpo. Tam, mając za klientów zespół opery Teatru Bolszoj Maksymilian zdobył duże doświadczenie.

Prestiż Faktorowicza szybko piął się w górę, lecz wkrótce car Mikołaj II zarządził pogrom Żydów na całym terytorium Rosji. Nie ufał im, bał się ich wpływów i ewentualnego przewrotu pod ich przywództwem. Faktorowicz wiedział, że jego dni są policzone i nawet jego renoma nic tu nie pomoże. Nadeszła pora by wyjechać z całą rodziną, a celem miały być Stany Zjednoczone. Jak sam wspominał: „dzięki Bogu, nie istniały wtedy paszporty”.

USA to kraj wielkich możliwości i szybko sam się o tym przekonał. Jego pomysłowość, umiejętność wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom klientów, chęć do wprowadzania innowacji oraz dbanie o wyjątkową jakość produktów zaowocowały umocnieniem marki Max Factor, bo taką formę nazwiska, poniekąd za sprawą błędu celnika, przyjął na amerykańskiej ziemi. Max szybko się uczył nowych realiów i równie szybko dopasowywał do nich swoje usługi. Tak też było z nowo powstałym przemysłem filmowym, do którego zaczął wymyślać specjalne kosmetyki używane przy charakteryzacji. I to właśnie jemu zawdzięczamy termin „make-up”, pisany z łącznikiem. Zawsze dbał o to, by jego produkty były jak najbardziej naturalne (peruki wykonywał wyłącznie z ludzkich włosów) i by wyglądały naturalnie na aktorach. Wszystko dokładnie testował, a gdy opracował skład nowej specjalnej szminki chcąc zweryfikować jej nietuzinkowość zamówił wykonanie specjalnej maszyny imitującej… składanie pocałunków.

Hollywood docenił działalność Faktorowicza. W Muzeum Historii Hollywood, otwartym 24 lipca 2003 roku, jest miejsce poświęcone temu twórcy i wizjonerowi stylizacji, bo niewątpliwie takim był. I pomyśleć, że zaczynał jako biedny żydowski chłopak dorabiający u perukarza…

Polecam nie tylko kobietom, i nie tylko miłośni(cz)kom stylizacji i kosmetyków. To naprawdę pasjonująca biografia człowieka mogącego stanowić wzór dla wielu z nas. Świat zmienia się między innymi dzięki nietuzinkowym ludziom. Maksymilian Faktorowicz był jednym z nich.

Fred E. Basten, Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz, Kraków: Znak, 2013
ISBN 978-83-240-2354-7

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *