Tomek Beksiński. Portret prawdziwy

Podobno nie ma ludzi niezastąpionych. Jednak nawet jeśli tak jest, są pewne wyjątki. Bo na przykład czy łatwo byłoby znaleźć kogoś na miejsce Freddiego Mercurego czy Elvisa Presleya? A czy da się znaleźć kogoś drugiego takiego jak Tomek Beksiński? To niemożliwe, bo człowiek tego pokroju rodzi się raz na wiele, wiele lat.

Autor niniejszej książki jest muzycznym dziennikarzem, znającym Tomka przez wiele lat. Jak wyjaśnia we wstępie, do napisania monografii skłoniły go: książka Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portet podwójny”, oraz film „Ostatnia rodzina”. Wypowiada się o nich krytycznie, zaś film według niego całkiem przekłamał postać Tomka. Weiss postanowił pokazać Tomka tak, jak go znał i jak postrzegali go inni, bo sporo tu wypowiedzi rozmaitych osób z kręgu znajomych Tomasza Beksińskiego. A było ich wielu, bo też sam bohater nie był zwykłą postacią. Był swoistą legendą, nie tylko muzyczną zresztą.

Część ludzi przeczytała książkę Grzebałkowskiej i obejrzała film dla osoby ojca Tomka, znanego malarza Tomasza Beksińskiego. Inni, w tym także ja, zrobili na odwrót – kierowali się wyłącznie opisem Tomka. Kojarzę obrazy jego ojca, lecz nie jestem fanem tego typu malarstwa. Za to działalność Tomka sprawiła, że radiowa Trójka, bo tam prowadził swoje audycje, była kojarzona z muzyką alternatywną, mroczną, i było to sporym wydarzeniem. Zespoły typu The Fields Of The Nephilim, Psyche, The Sisters Of Mercy, The Legendary Pink Dots, Lacrimosa, Dead Can Dance – to styl Tomka, choć nie stronił także od „zwykłego” rocka, czy nawet bardziej ambitnej muzyki pop. Fani zapamiętali go właśnie od tej mrocznej strony, jako człowieka zafascynowanego nocą, horrorami, mroczną muzyką.

Miłośnicy jego radiowych występów w Trójce Pod Księżycem” zasiadali przed odbiornikami co sobota przed północą, by na jakiś czas zanurzyć się w muzyczną otchłań. Śmiem twierdzić, że obecnie nie ma w Polsce drugiego takiego radiowca jak on. Jego audycje były czymś więcej niż prezentowaniem ulubionej muzyki, były spektaklem, nawet czymś w rodzaju mszy, gdzie muzyka przeplatała się z fragmentami wierszy, tekstów piosenek, przemyśleniami prowadzącego, różnymi cytatami. To było misterium. I niestety już nie wróci.

Na prawie siedmiuset stronach książki Wiesław Weiss opisał życie Tomka, począwszy od narodzin a kończąc na jego samobójczej śmierci 24 grudnia 1999 roku. Skazano jego dzieciństwo i drogę do fascynacji, najpierw językiem angielskim, a potem szeroko pojętą muzyką. Potwierdzają to wypowiedzi jego kolegów z czasów szkolnych, zresztą cytatów jest w książce sporo, bo autor chciał przedstawić sylwetkę Tomka jaką widzieli różni jego znajomi, bliżsi i dalsi, z różnych lat jego życia. Jest także nieco wypowiedzi osób z radia. Wspominają go z sympatią.

W pewien sposób gust muzyczny ukształtował mu ojciec, namiętnie słuchający muzyki poważnej w trakcie malowania swych obrazów. Z kolei mroczny styl twórczości ojca niewątpliwie odbił się na psychice syna, co przyznaje wiele osób. Zarazem jednak obalono tu wizję Tomasza jako człowieka wybuchowego i histerycznego, jaki był przedstawiony w filmie. Osoby wypowiadające się na stronach książki twierdzą, że mimo okresowych napadów złości Tomek nie był taki jak postać wykreowana przez Dawida Ogrodnika.

Jego filmowa pasja oraz świetna znajomość języka angielskiego zaowocowała tym, że zaproponowano mu tłumaczenie filmów (tak, tak, to on jest odpowiedzialny za tłumaczenie serii Bonda i skeczy oraz filmów Monty Pythona) i wielu horrorów, które uwielbiał.
Dzięki znajomości z wicedyrektorem Telewizji Kraków dostał do tłumaczenia całą serię Monty Pythona i to był strzał w dziesiątkę. Jego tłumaczenia to rewelacja, świetnie oddał klimat, dopasowując słownictwo do polskich realiów.

W książce jest sporo zdjęć (jest nawet jedno zrobione w przeddzień jego śmierci), choć większość czarno-białych. Był towarzyski, nie był typem samotnika, lecz w gruncie rzeczy był jednak samotny. Z wypowiedzi jego znajomych wyłania się obraz człowieka zagubionego, czekającego na miłość idealną. Żył muzyką, ale miłości nie udało mu się znaleźć. Kobiety wypowiadające się na łamach książki określają go jako szalenie inteligentnego, dowcipnego, kreatywnego i uczuciowego człowieka, żyjącego swymi pasjami. Brakło jednak tego „czegoś. A może kogoś…

Końcowe strony książki to nadciągający nieuchronny koniec życia Tomka – wypowiedzi, z których można wywnioskować, że Tomek był zdołowany i stracił energię. Ludzie analizują sytuację teraz i słowa niektórych wskazują, że można to było przeczuć. Ale nikt wtedy nic nie zrobił.
Została po nim spora płytoteka, którą przekazano do Radiowej Trójki. Być może czasem można usłyszeć w radiu jakąś muzykę z którejś z jego płyt. Ale bez jego głosu, bez tej pasji, melancholii, opowieści, to już nie to samo…

Wiesław Weiss, Tomek Beksiński. Portret prawdziwy, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2016