Oczami dos gringos. Meksyk, Gwatemala i Belize

Uwielbiam książki podróżnicze, więc czytam każdą, jaka tylko wpadnie mi w ręce. A wpadła mi ostatnio książka pewnego małżeństwa, które, jak piszą o sobie we wstępie, ma hobby „trzy razy P” : podróże, poznawanie kultur, penetrowanie – uczestnictwo w obrzędach lokalnej społeczności i maksymalne integrowanie się z nią na ile się da. Zaintrygowało mnie to, byłem ciekaw treści także dlatego, że sam podróżuję, a i Meksyk też zwiedziłem i osobiście znam kilka miejsc tu opisanych. Postanowiłem i ja spenetrować tę książkę i poznać jej treść, rzekłbym: „w pełni się z nią zintegrować”.

Początek dynamiczny, po przylocie do Mexico City natrafili na problem wynikający z opóźnionego przybycia tam, bo kolejny lot, wewnętrzny tym razem, do miejscowości Aguascalientes, mieli raptem za godzinę. To oznacza mało czasu, zwłaszcza na tak dużym lotnisku. Ale udało im się z pomocą znajomego Meksykanina.Trasę mieli bardzo ciekawą – zaczęli od Aguascalientes, potem autobusem do Zacatecas, potem powrót łukiem do Guadalajary, przez San Christobal de las Casas do Gwatemali, gdzie m.in zwiedzili słynne miasta Coban i Flores. Z Gwatemali ruszyli do sasiedniego Belize, gdzie przeskoczyli na małą wysepkę Caye Caulker, a stamtąd ponownie zawitali do Meksyku, gdzie przez Tulum, Meridę, Chiapas (z ruinami w Palenque) wrócili do stolicy kraju. Stamtąd wylecieli zaś do Polski.

Opisują różne ciekawostki, np. meksykańskie obrzędy El Dia de Muertos, czyli Wszystkich Świętych, snują dywagacje czy nopal jest kaktusem (wbrew opinii samych Meksykanów) czy też nie. Chwalą wygody autobusów ADO Premium, podają garść danych historycznych dotyczących miejsca które zwiedzili i sporo można się dzięki temu dowiedzieć. Wspominają przygodę z gwatemalskim bankomatem, która naraziła ich na utratę pewnej kwoty, i zarazem jest ostrzeżeniem dla czytelników. A jednak czegoś mi w ich opowieści brakowało.

Sama podróż jest ciekawa, nawet bardzo, przynajmniej dla mnie, miłośnika kultury latynoamerykańskiej. Sądzę, że dobrym uzupełnieniem opowieści byłoby wprowadzenie większej ilości faktów historycznych, które mogłyby stanowić tło do sytuacji przeżytych przez autorów.

Cały tekst podzielony jest na rozdziały, całkiem zgrabnie zresztą wyodrębnione, ale napisany jest jakby jednym ciągiem, monotonnie, brak tu akcji, dynamiki, odskoczni od głównego ciągu. I brak dialogów z lokalnymi mieszkańcami, bo jest ich w całej książce ile kot napłakał. Wprawdzie w książkach tego typu dialogi są tylko dodatkiem głównej opowieści, ale czasem stanowią istotny element jakiegoś fragmentu, potrafią nadać kolorów sytuacji, stanowiąc przysłowiową „wisienkę na torcie”. Pewnym minusem jest też błąd w nazwie miasta: błędnie podano nazwę Vallaloid zamiast Valladolid. Znam dobrze nazwę tego miasta, bo przejeżdżałem tam kiedyś. Specjalnie sprawdziłem, czy aby to ja się nie mylę, ale jednak to autorzy zrobili literówkę, powieloną kilkakrotnie.

Na samym końcu jest mini poradnik dotyczący przygotowań do tego typu podróży… No właśnie, „mini”, a właściwie mikro, bo potraktowany bardzo powierzchownie, wręcz po łebkach. Bardziej możnaby go traktować jako reklamę pewnego sklepu z asortymentem podróżniczym, z którego usług owe małżeństwo podróżników korzysta. Tymczasem nie o to chodzi, sam podróżuję, więc wiem, że dopowiedni dobór ekwipunku do wyjazdu jest bardzo ważny. I rzadko udaje się go zdobyć w zaledwie jednym sklepie. Kłania się tu poradnik podróżniczy pewnej polskiej wędrowniczki, ale… to już będzie osobna recenzja.

Plusy:
Lekki język
ładne zdjęcia
ciekawostki i opisy

Minusy:
Monotonny styl opisu
brak dialogów i akcji
Błąd (kilkakrotnie powielany) w nazwie miasta – Vallaloid zamiast Valladolid.

Alicja Kubiak, Jan Kurzela : Oczami dos gringos. Meksyk, Gwatemala i Belize. Poznań : Wydawnictwo Sorus, 2016. ISBN 978-83-63768-90-4