Byłem kamikaze

Któż z nas nie słyszał o kamikaze – dzielnych japońskich pilotach-samobójcach, pragnących za wszelką cenę ratować swą ojczyznę przed nadciągającą amerykańską inwazją. Cały naród japoński pokładał w nich nadzieję, byli niczym samurajowie niebios. Jest tylko mały szkopuł – kamikaze nie istnieli…

A ściślej rzecz biorąc – nikt w cesarskiej Japonii z czasów II wojny światowej nie nazywał tak tych pilotów, ba, nikt nawet nie znał takiego słowa! Wyjaśnia to Ryuji Nagatsuka, który w swej książce opisuje drogę, jaką przebył by stać się… nie, nie kamikaze, lecz shimpu (lub shimbu, w zależności od tego, czy chodzi o lotnictwo lądowe czy marynarki wojennej).

Nagatsuka miał kilka razy pecha. Najpierw nie dane mu było skończyć studiów. Ten wielki miłośnik literatury francuskiej (i języka francuskiego) zostaje w wieku dwudziestu lat wcielony do armii na mocy ustawy o zawieszeniu odroczenia służby wojskowej, uchwalonej w wyniku niekorzystnych wydarzeń na Pacyfiku i rosnącego zagrożenia ze strony marynarki wojennej USA.

Autor opisuje zwyczaje studentów i ich poglądy na bieżące wydarzenia z rejonu Pacyfiku, przytaczane przez niego z dokładnym komentarzem wyjaśniającym niektóre aspekty. Przedstawia niektóre zwyczaje panujące w społeczeństwie japońskim (na przykład Pas Tysiąca Ściegów), jak również te stosowane wśród różnej rangi oficerów w wojsku. Próbuje także opisać emocje własne i swych kolegów, niejako skazanych na śmierć prośbą (sic!) przełożonego, oczekującego od nich zgłoszenia się do samobójczego lotu.

Nagatsuka miał kolejnego pecha, gdy lecąc na samobójczą misję nie był w stanie wykonać rozkazu z powodu złej pogody, co skłoniło jego bezpośredniego przełożonego do anulowania misji i wydania rozkazu powrotu do bazy. Gdy wystartował ponownie do kolejnej misji został postrzelony przez amerykański myśliwiec i częściowo sparaliżowany, co uniemożliwiło mu atak na lotniskowce wroga i zmusiło do wodowania. W ten sposób przeżył wojnę…

A skąd ten nieszczsny termin ‚kamikaze”? Znaczy on faktycznie boski wiatr, ale ideogram znaczący „boski wiatr” można wymawiać zarówno jako „shimpu” jak i „kamikaze”. Shimpu brzmi godniej. Autor przypuszcza, że słowo „kamikaze” wzięło się z wymowy używanej przez Nisei, Japończyków urodzonych w USA, będących synami japońskich emigrantów. Nie znali dobrze alfabetu japońskiego (a właściwie dwóch alfabetów – hiragany i katakany), więc wymawiali ten ideogram w sposób uproszczony.

Ryuji Nagatsuka, Byłem kamikaze, Warszawa 1979
ISBN 83-11-06402-4