Dziewczyna o siedmiu imionach

„Nazywam się Hyeonseo Lee. Nie jest to imię, z którym przyszłam na świat i które nosiłam – z woli różnych osób i w wyniku splotu rozmaitych wypadków w moim życiu. Przyjęłam je sama, gdy wreszcie stałam się wolna. Hyeon oznacza promień słońca, Seo to szczęście. Wybrałam takie imię, by przeżyć resztę życia w cieple i świetle, by nigdy nie wracać do cienia”.
Tak zaczyna się pamiętnik pewnej mieszkanki Korei Północnej,która wybrała wolność i opuściła swą ponurą, totalitarną ojczyznę.

Chętnie czytam książki autorstwa uciekinierów z Korei Północnej, bo zawsze jestem ciekaw co mają do opowiedzenia o swej ojczyźnie. To, co ukryte zawsze intryguje, zwłaszcza to, co się kryje tam… Tutaj dodatkowym wabikiem było dla mnie owe siedem imion tytułowej bohaterki, a zarazem autorki. Dlaczego tyle? I dlaczego opuściła ojczyznę choć nie musiała, bo była w dużo lepszej sytuacji niż większość jej rodaków?

Poznajemy różne uciążliwości związane z życiem zwykłych obywateli w „najwspanialszym kraju na świecie”. Dowiadujemy się, że wychodząc na ulice muszą oni mieć wpięte w ubranie znaczki z wizerunkiem Wielkiego Wodza – Kim Ir Sena, na obowiązkowych zebraniach partyjnych muszą dokonywać samokrytyki obwiniając się publicznie za przewinienia wobec partii i kraju, rzeczywiste i zmyślone, ich fryzury muszą być odpowiednie według tego co zaleca partia. Muszą także donosić na siebie, bo władza stale szuka spisku. No i nie mogą dopuścić aby portrety umiłowanych przywódców narodu- jakie wiszą na reprezentacyjnej ścianie w każdym mieszkaniu – pokryły się kurzem. Do czyszczenia tychże portretów służy specjalna szmatka, które nie wolno użyć do niczego więcej. To jak ważne jest dbanie o ich stan ukazuje opis pożaru mieszkania, z którego szczęśliwy ojciec bohaterki wyniósł nietknięte przez ogień oblicza Kim Ir Sena oraz Kim Dzong Ila. Ratując portrety ratował rodzinę…

Poznajemy Songbun – funkcjonujący w Korei Północnej system kastowy. Każda rodzina może być uznana za lojalna władzy, niepewną lub wrogą. Zależne jest to od pochodzenia w czasie poprzedzającym rok 1948, kiedy powstała Korea Północna (chłopskie i robotnicze są w porządku, ziemiańskie oznacza automatyczne zaklasyfikowanie do wrogów ojczyzny), a także od tego, czy rodzina wtedy walczyła z Japończykami czy też nie, co traktowano jako kolaborację.

Autorka, a zarazem bohaterka książki jako pierwsze nosiła imię Kim Ji-hae, a w wieku czterech lat zostaje nazwana Park Min-young. Ma względnie ustabilizowane życie, ponieważ jej dziadek walczył przeciwko japońskim okupantom, co dało rodzinie status lojalnych obywateli. Matka prowadzi handel z pogranicznikami i różnymi osobami na stanowiskach, a dzięki temu że mieszkają tuż przy granicy z Chinami łatwo o towary stamtąd. Dochodzi nawet do sytuacji, gdzie brat bohaterki przechodzi oficjalnie przez graniczną rzekę będąc obserwowanym przez grupkę żołnierzy północnokoreańskiej straży granicznej. Nawet mu pomachali…
Wszystko przebiega dobrze, lecz tylko do pewnego czasu, gdy jako szesnastoletnia dziewczyna postanawia przejść graniczną rzekę, by zobaczyć jak wygląda życie w Chinach. To miała być tylko kilkugodzinna przechadzka po terenie przygranicznym, lecz stała się czymś zupełnie innym. I przewróciła życie młodej Park Min-young do góry nogami…

Nie, nie zdradzę Wam fabuły tej niezwykłej historii, która jest dowodem na to, że życie pisze najlepsze scenariusze. Choć na ogół nie czytam powieści (z nielicznymi wyjątkami), tę książkę czyta się jak powieść właśnie, sporo tu dramaturgii, zwrotów akcji, napięcia niczym w dobrym filmowym thrillerze. To wszystko poniekąd wynikało z polityki Korei Północnej oraz Chin, a także z relacji między tymi oboma krajami. I dlatego też bohaterka musiała używać różnych imion, ba, musiała nawet udowodnić chińskiej policji, że jest… Chinką. Pomogła jej w tym znajomość tego języka i świetnie naśladowany akcent.
Kim wiele przeżyła, jej bliscy także, wszyscy przebyli w końcu długą drogę by odnaleźć wspólne szczęście. I by zmienić poglądy w pewnych sprawach. Zmienić je na tyle, by nabrać odwagi do krytyki ustroju Korei Północnej.
Polecam gorąco, nie tylko tym, którzy są ciekawi życia w Korei Północnej i mentalności tamtejszej ludności.

Hyeonseo Lee, David John, Dziewczyna o siedmiu imionach, Warszawa :
Prószyński i S-ka, 2015
ISBN 978-83-8069-077-6