No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków

Czy choć raz w życiu czuliście niechęć do rodaków? Zastanawialiście się czy nie wyjechać z Polski, i to najlepiej na zawsze, zapominając, że taki kraj w ogóle istnieje? A może przeciwnie – jesteście gorącymi patriotami i kochacie ojczyznę ponad wszystko? Oto dosadny reportaż o Polsce. Ta książka jest dla Was wszystkich.

Tytuł został zaczerpnięty z forum kafeteria, gdzie poruszony został temat życia w Polsce. Jedna z osób wypowiedziała się bardzo źle o naszym kraju, w zasadzie negując wszystko, i to niewątpliwie jest wypowiedź osoby bardzo sfrustrowanej. Wypowiedź internautki (internauty?) została podsumowana słowami, które Adam Leszczyński postanowił zacytować w swej książce, i przyznam, że to chwytliwy tytuł. Mnie zaintrygował.

Jak pisze we wstępie, żadna z osób udzielających się we wspomnianym temacie na kafeterii nie zaproponowała podjęcia jakichkolwiek działań by próbować coś zmienić w Polsce na lepsze. Bo w istocie Polacy nie chcą działać, wolą narzekać. Widzę to sam, gdy próbuję zachęcać mieszkańców mojego osiedla do uczestnictwa w sprawach spółdzielczych i na walnych zgromadzeniach. Prawie nikt nie kwapi się by coś zrobić.

Adam Leszczyński nie poprzestał bynajmniej na opinii współczesnych Polaków, książka zawiera przeważnie wypowiedzi znanych osób sprzed wielu lat, m.in. Bolesława Prusa, Józefa Piłsudskiego, Władysława Orkana, Antoniego Słonimskiego, Cypriana Norwida, Marii Dąbrowskiej, Leopolda Tyrmanda. Nie szczędzą oni gorzkich słów pod adresem ojczyzny i rodaków, co może mocno dziwić, gdyż od tej strony raczej nie byli znani. Przynajmniej mnie.

Pierwszy rozdział zaczyna się od krytyki autorstwa Prusa. Nie przebierał w słowach. Krytykował Polaków m.in. za ich uwielbienie towarów z Zachodu, wyszydzał władze Warszawy tłumaczące zapadanie się asfaltowych chodników polskim… klimatem (pamiętamy wypowiedź minister Bieńkowskiej?). Prus wspomniał także o czymś znamiennym: oskarżanie publicysty o kalanie własnego gniazda jest łatwe i zwalnia od refleksji nad własnymi wadami.

Eliza Orzeszkowa w korespondencji z Władysławem Reymontem pisała, że w polskim narodzie brak jest życzliwości dla drugiego człowieka. Władysław Orkan narzeka na brak szacunku w narodzie, tworzenie hierarchii i chęć wywyższania się ponad innych. Melchior Wańkowicz wytyka biurokrację, co znacznie zmniejsza efektywność administracji i zwiększa koszty. Ppiłsudski zauważał niemożność porozumienia różnych partii w imię dobra narodu. On także widział przerost administracji, która osłabiała armię.

W rozdziale IV „Wielki luz w myśleniu” Leszczyński pisze m.in. o kiepskich zarobkach literatów w minionych epokach. Poruszała ten temat Orzeszkowa, wskazując przy okazji, że Polacy w jej czasach czytali głównie literaturę o nikłym przekazie, nie mając świadomości o nurtach literackich w ówczesnej Europie. Antoni Słonimski również narzeka na mierne zarobki ludzi pióra, utyskując, że zmusza to do polowania na nagrody literackie.

Rozdział V to temat higieny. Słonimski próbował usprawiedliwiać brak higieny biedą. Brudne są miasta, tonące w błocie. Dąbrowska pisała, że Polska jest czysta jedynie wiosną. Na brud narzekają też Leopold Tyrmand, Marek Hłasko, ze współczesnych np. Ziemowit Szczerek, który używa określeń „katolicka talibania” i „Tatatia”. Leszczyński przytoczył nawet wypowiedź aktorki Anny Muchy, zacytowaną przez jednego z internautów: „Polska gównem stoi”. Rzecz tyczy się naszych trawników, często przyozdobionych… wiadomo czym.

Sami siebie oceniamy niezbyt dobrze, co widać z sondaży, ktorych wyniki przytacza autor w przedostatnim rozdziale. Konkluzja – poza umiłowaniem ojczyzny, Kościoła i rodziny wielu innych zalet brak. Mamy spory kompleks niższości.

Ostatni rozdział to próba odpowiedzi na pytabnie dlaczego tacy jesteśmy. I co zrobić by to zmienić. Zygmunt Krasiński winił za to historię. Philip Zimbardo, słynny amerykański psycholog, stwierdził, ze ilekroć przyjeżdża do Polski widzi ponurych ludzi. Proponuje więc każdego dnia powiedzieć coś miłego obcej osobie. Tylko czy to u nas przejdzie?
Leszczyński przytacza akcję „Orzeł może” , której patronował prezydent Komorowski. Czekoladowy orzeł (niejadalny, jak stwierdzono z powodów sanitarnych) pokazał się 2 maja 2013 roku. Jedno skrzydło było zwinięte w kółeczko symbolizujące „ok”. Hasło akcji brzmiało: „Polaku, nie bądź ponury. Rozwiń skrzydła, głowa do góry”. Akcja, choć w zamierzeniu optymistyczna, cechowała się jednak sztucznością i wykpiona została przez prawicę. Projekt zakończył się skandalem – doszło do kłótni na tle rozliczeń finansowych. Cóż, orzeł nie odleciał. Ponadto zostawił po sobie sporą kupę na trawie. Bynajmniej nie z czekolady.

Leszczyński zasypuje lawiną faktów i wypowiedzi, co jakiś czas dodając coś od siebie. Od razu zauważa, że wady opisywane 200 lat temu nadal są obecne. I chyba nie zanosi się na jakiekolwiek zmiany. Smutna to w sumie książka, bo obnaża nasze słabości, których chyba i tak nie zamierzamy leczyć. Cieszę się jednak, że taki reportaż istnieje na rynku. Może choć garstce rodaków da nieco do myślenia.

I tak na koniec… Kiedyś, nie tak dawno temu, pewien pan ostrzyżony na jeża pytał gromkim głosem: „to jak, pomożecie?” Wtedy spotkał się z odzewem. Teraz byłaby tylko głucha cisza…

Adam Leszczyński, No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków, Warszawa 2017
ISBN 9788328047662