Poezja

JAK BONNIE I CLYDE

We dwoje jadą Route Sixty Six
Za sobą nie zostawiając nic
Samochód już przebył ponad 200 mil
Na horyzoncie wstaje blady świt
Wolność smakuje jak dojrzałe wino
Sekundy i minuty płyną
On roześmiany i wesoła ona
Lecz on nie wie że jeszcze dziś skona
Oboje tak młodzi, pełni życia
Wyrwali się władzom, bo uciekli z kicia
Przed nimi wolność, a za nimi wyrok
Tuziny trupów, strumienie krwi płyną
On niczym Clyde, ona niczym Bonnie
Chcą wiatru we włosach, nie walczą już o nic
Bezkresne przestrzenie, horyzont szeroki
Ona mu droga, on jej równie drogi
I drogie dolary w dwóch walizkach czarnych
To ich grzesznego życia łup ofiarny
Było tak pięknie, lecz skończyło się
W przydrożnym motelu gdzieś w Santa Fe
Tam jej delikatna i dziewczęca dłoń
Ujęła rewolwer, padł strzał i skroń
Jego krwią się pokryła, szepnął : „za co?”
Ona zimno rzekła : „głupcy zawsze płacą”

©K.H. 2012


ZIMNY BRAT, NIECZUŁA SIOSTRA

Nie miał ojca, nie miał także matki
nie widział słońca, wiatru także nie czuł
zimny, walcowaty, tak lśniący i gładki,
stworzony by przynosić tylko śmierć i ból

ściśnięty w tłumie swych bliźniaczych braci
tak jak on zimnych i milczących
wszyscy niczym srodzy i bezduszni kaci
w stalowej celi na wolność czekający

nigdy nie drwi, nie wyśmiewa, nie osądza,
nie ma uczuć, nie zna radości ni strachu
obca mu chciwość i bogactwa żądza
jednego mu tylko potrzeba – prochu

razem z jego siostrą są dobraną parą
choć tańca nie zatańczą nigdy żadnego
gdy huk się rozlegnie, wtedy się rozstaną
i zostawią kogoś we krwi leżącego

Siostro, dlaczego nie próbowałaś
ze wszystkich sił wstrzymać brata swego
czemu tak chętnie go wypchnęłaś
doprowadzając do uczynku złego?

siostro, ach, siostro, cóżeś uczyniła
z bratem życie czyjeś przerwaliście
czym wam niewinna istota zawiniła
czemu ją w nicość wysłaliście?

powiedzcie, ludzie – po co ich tworzycie
gdy w żądzy mordu ktoś spust naciśnie
trzaśnie, huknie, zgaśnie czyjeś życie
a po nim następne, gdy iskra rozbłyśnie

może to ludzka cecha – mordować
może nie jesteśmy tacy doskonali
by swoje i cudze życie uszanować
i grzechy swe wszystkie położyć na szali

dlaczego Bóg, wielki nasz stworzyciel
który dał mądrość i wolę wyboru
pozwala byśmy traktowali życie
jak okruch niedbale zrzucony ze stołu

znak to, żeśmy gdzieś zgubili
sens naszego niby-człowieczeństwa
lepiej byśmy zimnych braci przetopili
na pomniki naszego nad złem zwycięstwa

©K.H. 2018

PO ZŁEJ STRONIE LUSTRA

Jestem rozdarty między dwoma światami
jednym – niezbyt ładnym choć prawdziwym
drugim – jak w bajce z pięknymi czarami
złudnym, lecz nieziemsko urodziwym

Ten pierwszy, często nieprzyjemny, jest wręcz brudny
lecz wszystko jest w nim jasne i przejrzyste
Ten drugi jest… jakby to powiedzieć… – cudny
lecz wszystko tylko z wierzchu jest tu czyste

Kłamstwo i cwaniactwo są tutaj panami
Nieszczere uśmiechy stale przyklejone
Wilkiem jestem między pseudo-owieczkami
które iluzją były nakarmione

To bagno fałszu, z niego ciężko się wydostać
moja dusza niczym pies wciąż wyje
lepiej było by obłudnikiem zostać
bo fałszywym ludziom lepiej się tu żyje

Nie! nigdy! to wbrew mej naturze
ja po prostu tak nie chcę i nie umiem
na ile mogę robię wyrwy w tym kłamst murze
ma kruche podstawy, może sam kiedyś runie

Niczym świat z Krainy Czarów
lub z filmowego Matriksa, Macierzy
może się rozpaść, to jest realne
wystarczy solidnie w niego uderzyć

Uderzyć prawdą, stawić mu czoła
podeptać sztuczność, napluć na kłamstwo
bo ono z prawdą wygrać nie zdoła
i trzeba ostro, choć rzekną : „chamstwo!”

Być zawsze sobą – oto motto moje
Nawet gdy nad głową ciemne chmury
Choć czasem trzeba ciężkie toczyć boje
i wielu fałszywym pokazać pazury

Psyche mi czasem siada na tej wojnie
Taka jest cena, choć jest też nagroda :
W lustro mogę spoglądać spokojnie
Bom jest szczery, choć to niewygoda

Odciąć się od fałszu, tak postanowiłem
W swej niezłomności taki pozostanę
I choć czasem trafią się złe chwile
Tak już będzie. Na wieki wieków. Amen

© K.H. 2009-2017

CZEKOLADA

Z tą czekoladą było tak, kochanie:
naszło mnie niedawno nieoczekiwanie
by sobie nieco smakowo pofolgować
i ciut słodyczy po obiedzie spróbować
pypcia żem miał wtedy okrutnego
by na języku trzymać coś słodkiego
akurat czarno-biała czekolada była
nowa, nietknięta, wyglądem kusiła
i sięgnęła po nią moja ręka drżąca
wyjęła z lodówki, z emocji gorąca
zaczęła otwierać jej opakowanie
po czym nadeszło tabliczki łamanie
i niezwłocznie wsunąłem do ust kawałek
słodycz wypełniła moje usta całe
czerń i biel się razem zmieszały
possałem, przełknąłem… ot i sekret cały 🙂

©K.H. 2018

ZIMA NASZA NIEKOCHANA

Usiądź w fotelu i posłuchaj człecze
co autor wiersza Tobie tutaj rzecze
pełen nostalgii, bo wciąż sobie marzy
że zima się kończy i wiosna przydarzy
bo zima to taki czas do bani
gdy nic nam się nie chce, wciąż niewyspani
chodzimy z kąta w kąt myśląc sobie:
„żeby tylko nie dać się chorobie”
bo to czas zarazków i bakcyli
szukających okazji by się wnet rozpylić
wśród ludzi niczego nieświadomych
a potem – sporo przychodni zatłoczonych
zimą ortopeda też ma pracy sporo
bo śnieg czasem zmienia się w bajoro
które gdy zamarznie tworzy lodu skorupę
i robimy salta obijając dupę
czasem jednak ciut gorzej się zdarza
wtedy z gipsem wychodzimy od lekarza
i takie są właśnie „uroki” tej pory –
zimno, lód i długie wieczory
a co za tym idzie – większe wydatki
na c.o., światło, zimowe szatki
na paliwo, jedzenie (wszak apetyt większy)
i człek zamiast chudnąc wnet staje się tęższy
i choć fajnie jest gdy za oknem biało
wieczorem przed kominkiem grzać zziębnięte ciało
to czar pryska zimnym rankiem właśnie
gdy przez noc ogień w pełni zgaśnie
tak to jest proszę Pani, Pana
a Pani nadal w zimie zakochana?

©K.H. 2012

CI Z CIENIA

Choć byli zawsze, jakby ich nie było
Wygodniej było mówić, że ich nie ma
I wszystkim „normalnym” lepiej się żyło
Myśląc : „pedałów w ogóle nam nie trzeba”

Czyj to kaprys, czyja to jest wina
Że kochać pragną inaczej
Że w miłości zbędna im dziewczyna
Czy to może inny zestaw genów raczej?

A może to Ten, tam, na górze
Sprawił swoją wszechpotężną mocą
Że są niczym wilki w owczej skórze
I wśród owiec spotykają się z przemocą?

Wzgardzeni, poniżani, opluwani, wyśmiewani
Zepchnięci w cień, na boczny tor życia
Który „normalny” wie jak ich rani
Zmuszając do swej orientacji krycia?

Wszyscyśmy z jednego Boga stworzeni
Na jego obraz, zgodnie z jego ideałem
Czemu więc okrutnie jesteśmy podzieleni
Jeden jest „normalnym” a inny – „pedałem”?

Ach, pewnie ktoś powie – „kara boska
Za grzechy rodziców w przeszłości zrobione”
Na nic tu naszego Pana troska
Zło musi zostać naprawione!

Można i tak, bo tak jest najprościej
Zwalić winę na Opatrzność lub zwykły los
„O litość nawet słowem nie proście
My was z chęcią rzucimy na stos!”

Pomyśl człowiecze, że mógłbyś przecież
Sam przez to wszystko też przechodzić
Zaś autor wiersza tak Ci tutaj rzecze:
„Rób tak, by żadnemu bliźniemu nie szkodzić”

Nie jest on „inny”, jest całkiem „normalny”
Próbuje żyć uczciwie, choć może zawile
I powtórzy tu pewien tekst uniwersalny :
„Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe”

©K.H. 2012