Doktor Szu

Długo, bo siedem lat, broniłem się przed czytaniem tej książki. Po pierwsze dlatego, że to powieść, a ja z zasady unikam tego typu literatury bo niczego ona nie uczy, przeważnie nie przekazuje żadnej wiedzy. Po drugie, chodzi tu o nie byle jaką powieść, bowiem to kontynuacja pewnej legendy. Ta legenda nosi tytuł „Wielki Szu”.

Nie sposób recenzować powieści „Doktor Szu” bez nawiązania do poprzednika. Zakończenie filmu (książki także) „Wielki Szu” to pole do dywagacji, czego dowodem są liczne wątki na internetowych forach, analizujące różne dopuszczalne warianty wydarzeń wyjaśniających zabójstwo tytułowej postaci. Odrobinę światła rzuca tutaj końcowy fragment książki, choć nadal pozostają wątpliwości. Tylko czy aby na pewno było to zabójstwo?

„Wielki Szu” to dla mnie film kultowy i co pewien czas z wielką przyjemnością do niego wracam. Moje uwielbienie (a zarazem ogromna ciekawość) sprawiło, że w końcu sięgnąłem po dalszą część historii szulera-filozofa. Spodziewałem się sporych emocji, a tymczasem…

Wszyscy ci, którzy do dziś zastanawiają się nad finałową sceną filmu mogą już przerwać swe analizy. I nie, nie będzie spoilerem informacja, że słynny oszust nie zginął, gdyż to wynika już z samego tytułu i okładki książki kontynuującej historię. Szu nie został zabity, odegrał przedstawienie, po czym wyjechał z Polski, by po 20 latach wrócić ze sporą gotówką i… założyć hotel spa. Tak się bowiem składa, że w międzyczasie zręczność w operowaniu kartami zamienił na zręczność w masowaniu obolałych stawów i kręgosłupa. A sam hotel postawił też nie byle gdzie, bo w… Lutyniu.

Tym razem Purzycki ma współautora w osobie Przemysława Słowińskiego, autora książki „Sekrety szulerów”, pierwszego w Polsce opracowania poświęconego hazardowym grom karcianym. Być może dlatego właśnie doszło do współpracy obu panów.

W tekście zamieszczono kilka opisów karcianych tricków, ale jest ich mniej, niż w poprzedniej książce. W ogóle fabuła i akcja powieści odbiegają od tematyki hazardu, rozgrywki dotyczą innych kwestii, całkiem inni są również bohaterowie. Pojawia się tu wprawdzie osoba o nazwisku Mikun, ale nie o cwanego cukiernika chodzi. Realia są współczesne, pojawia się nawet wzmianka o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Akcja i styl tej książki także odbiegają od poprzednika, nie ma tego „czegoś”, co wciąga.

Brak mi także w tej książce motywu psychologicznego, tego co było obecne w „Wielkim Szu”. Wiemy, że skoro jest postać szulera to karty muszą się tu pojawić, lecz akcja rozkręca się dość wolno i motyw pokera pojawia się bardzo późno, najpierw oczko, potem poker. A w finale…

Nie, tego nie zdradzę. Miłośnikom filmu „Wielki Szu” (książkę też warto przeczytać, nieco się różni od ekranizacji) polecam książkę „Doktor Szu” jako kontynuację tamtej historii, choć nie obiecuję wrażeń podobnych do tamtych.

„Wielki Szu” pokazywał zgubne efekty wejścia na drogę hazardu, był przestrogą przez zbytnią chciwością. Był (i jest do dziś) pewnym symbolem, budzi sentyment pokazując realia tam pokazane, odrobinę luksusu, złudny powiew Zachodu, blichtr będący kuszącą namiastką lepszego życia. Na zawsze pozostanie dla mnie legendą.
Swego czasu mówiło się o planowanej ekranizacji „Doktora Szu”, sam Jan Nowicki był zainteresowany. Nic z tego jednak nie wyszło, co moim zdaniem jest na plus. Ta książka będzie dla mnie zaledwie przeciętną kontynuacją legendy. Bo legendy mają to do siebie, że powinny pozostać legendami. Tak po prostu.

Jan Purzycki, Przemysław Słowiński, Doktor Szu, Videograf, Chorzów 2012